Pisanie laurek muzycznych, wbrew wszelkim pozorom, absolutnie nie jest sprawą łatwą. Łatwo w nich o przekroczenie kilku podstawowych dla każdego autora granic: wiarygodności, wazeliniarstwa i nudy, bardzo prosto przejść w mało interesujące wygłaszanie beznamiętnych formułek.
Czasem jednak trzeba porwać się i na takie projekty, w związku z czym dla bezpieczeństwa czytelnika będę je oznaczał specjalnym tytułem (patrz wyżej), by dało się ich z miejsca unikać. Dziś pierwszy raz, okazja do złożenia hołdu pewnej płycie i pewnym ludziom jest bowiem oczywista i prawdopodobnie najlepsza z możliwych. Mamy bowiem 20 lipca 2014 roku, datę oznaczającą ostatni z planowanych występów na "reunion tour" Monty Pythona, czyli - nawet biorąc pod uwagę sam fakt dojścia do scenicznego powrotu, który jeszcze niedawno zdawał się niemożliwy - zważywszy na wiek tych panów, najprawdopodobniej ostateczny i finalny show grupy. Idealny moment, by wrócić do ich spuścizny.
